Marzy Ci się życie.

Poznaj mnie i dowiedz się jak zaczęła się moja droga.

Już jako mała dziewczynka, byłam osobą...

 …która lubiła pomagać innym. Zawsze pierwsza i chętna aby pomóc w matematyce koleżance z klasy, podarować lalki koleżankom z domu dziecka czy zorganizować klasową dyskotekę. 

Po maturze postanowiłam zdawać na studia farmaceutyczne, aby pomagać innym – wiadomo. Moje wspomnienie z dzieciństwa – Pani z apteki, stare drewniane meble, cisza i skupienie, wciąż było żywe w moim sercu. Tym sposobem po 5 latach studiów i odbyciu stażu, podjęłam pracę w aptece. Ponieważ ciągły rozwój, zawsze był dla mnie ważny, postanowiłam ukończyć studia podyplomowe. Pracując w aptece obserwowałam, jak na przestrzeni lat, rynek farmaceutyczny zaczął się krok po kroku diametralnie zmieniać.

Po ponad 7 latach pracy, osiągnięcia maksimum (stanowisko kierownika apteki) postanowiłam odejść. Nie odpowiadało mi to, że apteki stawały się zwykłymi sklepami, gdzie liczy się obrót i zysk właściciela a nie zdrowie i dobro drugiego człowieka. Postanowiłam pomagać, ale na swoich zasadach.  

Otworzyłam swoją zielarnię i sklep z ekologiczną żywnością oraz kosmetykami. Bardzo szybko zaczęłam zdobywać stałych klientów, bardzo dużo osób trafiało do mnie z polecenia innych. Słyszałam od nich: „Bo Pani, zawsze tak dobrze doradzi”, „Rozmowa z Panią działa na mnie kojąco”, „Bardzo Pani pomogła mojej koleżance i mnie tu przysłała”. Pamiętam to z apteki – w jakiejkolwiek nie zaczynałam pracy, bardzo szybko tworzyła się grupa pacjentów, która preferowała być obsługiwana przeze mnie. 

W pewnym momencie mojej działalności rynek produktów bio zaczął się rozwijać, moda na eko i powrót do natury zaczęły być na topie, co oczywiście wykorzystały duże firmy. Wiele z produktów, które oferowałam zaczęło pojawiać się w marketach i drogeriach. W obrębie 1 kilometra od mojej zielarni, każdego roku pojawiał się nowy sklep bio czy zielarnia. Moje obroty zaczęły spadać, a ja od kilku miesięcy wychodziłam „na zero”. Wtedy zrozumiałam, że dalsze utrzymywanie zielarni nie ma sensu. Po prawie 4 latach podjęłam decyzję o zamknięciu mojej zielarni. I choć rozumiałam smutek i żal swoich klientów, to chciałam walczyć o swoje dobro.

To doświadczenie pozwoliło mi zrozumieć dwie rzeczy.

Od wielu lat starałam się żyć w równowadze i harmonii. Z dbałością o to co jem i jakimi ludźmi się otaczam. Zawsze było mi blisko do alternatywnych metod leczenia i tym jak odpowiedni pokarm może sprawić że czujemy się lepiej. Fascynowało mnie, zrozumienie tego jak choroby pojawiają się w naszym ciele jako nieprzepracowane konflikty i nagromadzone emocje. Totalna biologia, duchowość, energia, droga życiowa i przeznaczenie. To był mój świat. To był etap mojego życia, w którym zdecydowanie  bliżej mi było do sfery duchowej niż tego co ma mi do zaoferowania postęp nauki.

I tu pojawiła się kolejna lekcja dla mnie.

Podjęłam decyzję, że chcę rozwijać swoją wiedzę w dziedzinie psychosomatyki, ale na swoich warunkach. Niech to będzie coś, co traktuje ten temat przez pryzmat duchowości. Znalazłam przecudowne studia w Warszawie łączące biologię z duchowością i postanowiłam zaaplikować. Okazało się, że studia zaczęły się tydzień wcześniej i nie ma możliwości dołączenia. Kolejna edycja za półtora roku. A ponieważ na tamtym etapie życia byłam już osobą, która od wielu lat wykonywała systematyczną pracę nad sobą (dla Siebie), rozumiałam, że tak właśnie miało być. To nie jest miejsce dla mnie. Mam szukać dalej bo, czeka na mnie coś innego.

Znalazłam!

Studia podyplomowe w Poznaniu na SWPS – Psychosomatyka. I co? Okazało się, że zgłosiło się za mało chętnych aby uruchomić kierunek. W międzyczasie w Warszawie na ten sam kierunek, zgłosiło się tyle osób, że osoby nie będące psychoterapeutą czy psychologiem nie mogły w nich uczestniczyć. Przeniesiono te osoby do Poznania i tym sposobem rozpoczęłam studia podyplomowe na kierunku – Psychosomatyka i somatopsychologia. Było nas łącznie 14 wspaniałych Kobiet.

Studia te były dalekie od mojej ukochanej duchowości, ale to właśnie tam zrozumiałam, a raczej przypomniałam sobie jak w życiu ważna jest równowaga. Zrozumiałam, że najlepsze co mogę zrobić to połączyć postęp nauki, najnowsze badania w dziedzinie zdrowia mentalnego z holistycznym podejściem do człowieka jako jedności – Ciała, Umysłu i Duszy.

Ta idea przyświeca mojej działalności i tym kieruję się w życiu. Uważam, że każdy z nas jest CUDEM. Niektórzy po prostu o tym zapomnieli. Doświadczenia z dzieciństwa, szybki pęd życia codziennego, pogoń za kolejnym nowym samochodem i zagranicznymi wakacjami aby móc się pochwalić na facebook’u. Nikt się nie zastanawia nad swoim życiem, żyjemy na automacie i tak jest zazwyczaj do momentu, aż coś nie jeb… .

Znam wiele takich historii, w których ciężka choroba, rozwód czy utrata pracy spowodowały nagle, że człowiek zaczyna przewartościowywać swoje życie. Ale uwierz mi, to nie to zdarzenie jest źródłem inicjującym chęć zmiany swojego życia. To zdarzenie, to była tylko kropla przelewająca czarę goryczy. Po prostu, wszystko to co gromadziło się przez całe życie, nie miało już gdzie się pomieścić. Ciągłe ignorowanie sygnałów powoduje, że genialny CUD aby Cię chronić postanawia, że skoro nie potrafisz się zatrzymać, aby przypomnieć sobie kim jesteś w głębi swojej istoty, to ten CUD „zrobi tak”, że będziesz musiała się zatrzymać. I w ten sposób pojawia się choroba czy trudne życiowe doświadczenie, aby mieć szansę zastanowić nad swoim życiem.

Po co jestem na tym świecie?
I kim właściwie jestem?

Teraz Ty stoisz przed wyborem. Działać na automacie i gromadzić w sobie, te wszystkie zdarzenia w oczekiwaniu na to, aż wydarzy się coś co Ciebie „obudzi”. Czy może już dziś chcesz zacząć świadomy proces zmiany Siebie i swojego życia. Wyruszyć w drogę powrotu do Siebie. Aby zrozumieć, po co tu jesteś na tym świecie? Bo pamiętaj, każdy z nas jest CUD -em i ma do zaoferowania światu swój talent.

Ja ofiarowuję Tobie mój.
Marta.